Chicago Ameryki Południowej: Kurytyba

Z Foz de Iguacu złapałam nocny autobus do Kurytyby, gdzie miałam się spotkać z kolegą Brazylijczykiem. Podróż trwała ok. 10 godzin. Będąc w Europie, nie zgodziłabym się chyba już na tak długą podroż, jednak w Ameryce Południowej nie ma zbyt wielu opcji, bo odległości między miastami są dużo większe niż w Europie. Tamtejsze autobusy są przystosowane do tak długich podróży: szerokie, rozkładane siedziska pozwalają na wygodne spanie (no, chyba, że pasażer obok głośno chrapie 😀 ). Cena takiego biletu oscyluje w okolicach 150 PLN. Sprawa jednak się komplikuje jeśli chcesz kupić bilet przez internet i nie posiadasz nr CPF (odpowiednik naszego nr NIP lub teraz PESEL, który każdy Brazylijczyk jest zobowiązany mieć). W moim przypadku doszły jeszcze problemy z niedziałającą kartą Visa Revolut. Znalazłam stronę internetową, gdzie można kupić bilet, nie posiadając nr CPF, szczęśliwa wyklikałam wszystko i okazało się, że z mojego konta zamiast 150 PLN ściągnęto 400 PLN. Otóż zostały dodane opłaty za zakup przez internet i za nieposiadanie CPF. Cóż, człowiek uczy się na błędach.

Podróż przebiegła spokojnie, jednak okazało się, że do Kurytyby dojechałam godzinę wcześniej. Byłam zaskoczona. Po chwili jednak wszystko się wyjaśniło: tej nocy w Brazylii zmieniali czas.

Po kilku tygodniach podróżowania i spania w hostelach, na podłodze, u gospodarzy, zapragnęłam zostać w hotelu, z czystą pościelą, łóżkiem tylko dla mnie i prysznicem, pod który nie muszę zakładać klapek. Doszłam do hotelu ok. 8:30 i mimo że standardowe zameldowanie jest o 14, pani recepcjonistka pozwoliła mi zająć pokój od razu. Poza tym była niesamowicie szczęśliwa, że w końcu mogła porozmawiać z kimś po angielsku (ja również!). Weszłam do pokoju i od razu wzięłam prysznic. Jak dobrze się odświeżyć i założyć sukienkę!

Na dole spotkałam kolegę i razem zjedliśmy śniadanie, by potem ruszyć w miasto. Śniadania, choć z nazwy brzmią skromnie: café de manhã, czyli poranna kawa, są bardzo obfite. Wybierasz w najróżniejszych pieczywach, ciastach i owocach, mając jednocześnie przed sobą słone dania (jajecznica, boczek, kiełbaski). Do tego poza różnymi rodzajami kaw i herbat, można napić się świeżo wyciskanych soków owocowych. Raj na Ziemi!

Tego dnia odbywał się targ. Na samym początku trafiliśmy na stoisko z napojami z trzciny cukrowej, później spróbowałam pastel (ciasto nadziewane serem lub mięsem, smażone w głębokim tłuszczu). Znaleźliśmy też stoisko z pierogami (!). To pewnie dlatego, że Kurytyba jest miastem z najliczniejszą w Brazylii polską. Prawie każda osoba, z którą rozmawialiśmy na tym targowisku, wspomniała o swoich polskich korzeniach.

W kolejnych dniach odwiedziliśmy ogród botaniczny i przepiękne, rozległe parki otaczające miasto.

Jedliśmy w miejscach, gdzie jedzenie było serwowane w formie bufetu (co jest bardzo popularne w Brazylii), próbując najróżniejszych przysmaków. Zaczęłam powoli uczyć się nowego kraju, kraju, w którym miałam spędzić kilka kolejnych miesięcy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *