Kurs medytacyjny Vipassana

O kursie po raz pierwszy usłyszałam kilka lat temu i już wtedy poczułam, że to jest coś, co chcę zrobić. Vipassana, oznacza „widzieć rzeczy takimi, jakimi są” i jest jedną z najstarszych indyjskich technik medytacyjnych. Ma ponad 2500 lat! Pomyślałam, to jest właśnie to, czego potrzebuję!

Kurs dla nowych uczniów trwa 12 dni. To dość dużo czasu, więc planowałam to zrobić, kiedy będę miała więcej wolnego. Jak tylko zdecydowałam się na moją podróż, to była jedna z pierwszych rzeczy, którą chciałam w tym czasie zrobić: połączyć podróż z kursem. Stąd też zdecydowałam się na zrobienie tego kursu w Argentynie.

Nauka techniki nie jest sama w sobie trudna, najważniejsze to skupić się i próbować, próbować i próbować.
To cała otoczka, która została specjalnie przygotowana dla nas, by oderwać się od rzeczywistości i skupić na sobie, przytłoczyła mnie najbardziej.
Oto zasady, które zobowiązujesz się przestrzegać, rozpoczynając kurs:

  1. Brak kontaktu ze światem zewnętrznym: Zaraz po przyjeździe oddajesz swój telefon (i inne wartościowe rzeczy), ale także książki, notatniki, odtwarzacze muzyki itp. Przez kilka najbliższych dni nie możesz dostarczać sobie informacji z zewnątrz.
  2. Zasada Szlachetnego Milczenia: Zobowiązujesz się milczeć, i tak aż do 10. dnia kursu. W tym czasie powinieneś unikać również kontaktu wzrokowego i fizycznego. W razie potrzeby możesz skontaktować się z menedżerem grupy lub nauczycielem.
  3. Zawieszenie aktywności fizycznej: Jedyną dopuszczalną aktywnością był spacer (po wyznaczonym terenie).
  4. Segregacja kobiet i mężczyzn: Mieliśmy oddzielną jadalnię, łazienki, miejsca do spania.
  5. Zawieszenie innych praktyk na czas trwania kursu. Poza tym nie możesz mieć przy sobie talizmanów, różańców, kryształów itp.
  6. Powstrzymanie się od spożywania środków odurzających (alkoholu, narkotyków) i palenia papierosów.

Poza tymi zasadami musieliśmy przestrzegać rozkładu dnia: pobudki o 4:00, obowiązkowe trzy jednogodzinne medytacje i kilka godzin dobrowolnej medytacji. Zaplanowano też godziny i ilość posiłków w ciągu dnia. Wieczorem słuchałam godzinnego wykładu Goenke, który był odpowiedzią na większość pytań pojawiających się w mojej głowie.

Pełna motywacji potraktowałam rozkład dnia jak regulamin i przesiadywałam w sali medytacyjnej prawie 11 godzin. Nie trwało to długo. Moje ciało nie było na to gotowe. Umysł z resztą też… Dodatkowo zasady, o których wspomniałam wcześniej, sprawiły, że poczułam się przytłoczona i trzeciego dnia wieczorem coś we mnie pękło. Bardzo chciałam znów być w „normalnym świecie”, ale jednocześnie wiedziałam, że jeśli chcę zmiany, to powinnam tu zostać. Wcześniej bardzo chciałam pobyć sama ze sobą i tu w czystej postaci mogłam to robić. Sam kurs mówi o tym, że wszystko, co mamy w życiu, przeminie. I z tymi słowami w głowie postanowiłam próbować dalej. Czwartego dnia poszłam do nauczyciela powiedzieć mu o moim słabszym momencie. Dostałam odpowiedź, bym obserwowała. I tak też postanowiłam zrobić.

W kolejnych dniach skupiałam się na obowiązkowych medytacjach, dając mniej uwagi pozostałym. Nauczyłam się słuchać bardziej siebie, nie zmuszając się do podążania za tym, co robi większość osób lub co mówi rozkład dnia.

Brak bodźców z zewnątrz sprawił, że na początku myślałam o bieżących sprawach: tym, co się ostatnio wydarzyło, co chciałabym zrobić itp. Kiedy do tego doszła medytacja, z czasem zaczęły do mnie dochodzić coraz „starsze” wspomnienia i traumy. Najgorsze dla mnie było to, że byłam z tym sama, a tak bardzo potrzebowałam o tym porozmawiać. Postanowiłam spisać wszystko, co pamiętam, jak tylko dostanę kartkę i długopis, by potem uporządkować te sprawy.

Dni płynęły. I tak obudziłam się 10. dnia, a po porannej medytacji pozwolono nam znów rozmawiać. Byłam jedyną osobą, która nie mówi po hiszpańsku, więc myślałam, że dziewczyny zaczną rozmawiać ze sobą, a ja dalej będę milczała. Usiadłam na swoim łóżku i otworzyłam list od kolegi (który napisał go na wypadek, gdybym była smutna). W ostatnich dniach zdecydowanie byłam wiele razy smutna. Zaczęłam go czytać i poczułam również radość i wolność. Radość – z powodu tego, co tam było napisane, to podniosło mnie na duchu. Wolność – znów mogłam czytać! Jak bardzo tęskniłam za wodzeniem wzrokiem za literami. Wydaje się to prostą czynnością, ale kiedy zostało mi to „zabronione” i znów mogłam czytać poczułam się jak dziecko, które dostało wymarzony, wytęskniony prezent.

Argentyńskie ciepło, wrażliwość i życzliwość nie zna granic. Mimo że moje łóżko było na końcu długiego pokoju i wcześniej nie rozmawiałam z dziewczynami, które spały obok, podeszły do mnie i zaczęłyśmy rozmawiać o tym, jak się czujemy po ostatnich dniach. Trudno było mi znów zacząć mówić, po tylu dniach milczenia, ale po 15 minutach rozkręciłam się. Po tym poszłyśmy do jadalni, gdzie spotkałam resztę osób biorących udział w kursie. Dziwnie było znów usłyszeć rozmawiających ludzi i gwar. Zobaczyłam Marlot, dziewczynę, z którą dojeżdżałam na kurs, rzuciłyśmy się sobie w ramiona, mimo że zakaz kontaktu fizycznego nadal obowiązywał: to było silniejsze od nas.
Ten kurs, to był trudny czas nie tylko dla mnie.

Jak tylko pozwolono nam mówić, poczułam ulgę, poczułam energię ludzi, którzy byli obok i wróciło do mnie życie. Podobno uśmiechałam się przez cały kurs, ale teraz dopiero poczułam wewnętrzną radość.

Podsumowując. Cieszę się, że wybrałam się na ten kurs. To było niecodzienne doświadczenie obserwacji siebie. Trudne, ale bardzo dużo wniosło do mojego życia. Myślę, że niewiele jest miejsc, gdzie możesz zostać sam ze sobą przez 10 dni.

Tu znajdziecie więcej informacji nt. kursu:
https://www.pallava.dhamma.org/pl/spis-tresci/regulamin-kursu/post
Poza tym polecam też post Mikołaja:
https://zyciewpodrozy.pl/przerwany-kurs-medytacji-vipassana/

Dajcie znać w komentarzach, czy chcielibyście dowiedzieć się czegoś więcej.

2 thoughts on “Kurs medytacyjny Vipassana

  1. Aga, po przeczytaniu Twojego wpisu, mam nieodparte wrażenie, że taki kurs jest analogiczny w zasadach do rekolekcji ignacjanskich, które w Polsce są w wielu miejscach – nie trzeba lecieć do Argentyny 😉 Jest tylko kilka zasadniczych różnic – medytacji nie robisz sama, tylko w obecności Bożej no i nikt nie zabiera Ci różańca ani nikt nie zabrania Ci się modlić w tym czasie. Do tego masz swojego opiekuna duchowego, z którym się codziennie na chwilę spotykasz i który Ci pomaga nie zgubić w tym co przeżywasz 🙂 Uczestniczyłam w takich rekolekcjach dwukrotnie i Twoje przeżycia są mi znane, ale zwracano nam uwagę na ROZEZNAWANIE emocji, ktore do nas przychodzą. Nie każde sa dobre i prawdziwe… I podążanie za nimi moze Ci wyrządzić dużo szkody.

    1. Hej Aniu,
      Tak, słyszałam o rekolekcjach ignacjańskich, ale chciałam konkretnie spróbować Vipassany (m.in. dlatego, że nie jest to bezpośrednio połączone z jakąkolwiek religią). Kurs zrobiłam w Argentynie, bo to był okres kiedy miałam więcej wolnego czasu. Kursy Vipassany można zrobić w wielku krajach na całym świecie.
      Na podstawie tego co opisujesz, kurs Vipassany jest bardzo podobny: medytację robisz z innymi uczniami (nowymi i starszymi), a także nauczycielem, który co kilka dni pyta o odczucia. Nauczyciel jest też tam po to, by Cię wesprzeć jeśli tego potrzebujesz.
      Ciekawi mnie rozeznawanie emocji, ale to temat już do obgadania na żywo 🙂

Pozostaw odpowiedź Ania Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *