Patagonia: El Chalten

Do El Chalten postanowiłam autostopować i poszło mi niesamowicie szybko! Autostopowanie w Ameryce Południowej jest bardzo popularne.

Przede mną stała para i zauważyłam, że zatrzymuje się dla nich auto: samochód dostawczy (jak się później okazało, przerobiony na kampera). Ten sam samochód zatrzymał się i dla mnie 🙂 Właścicielami było małżeństwo z północy Argentyny, którzy spędzali wakacje, podróżując po Patagonii swoim kamperem. Para, która autostopowała przede mną, to studenci architektury z Chile. Bardzo dobrze się wszystko ułożyło, bo małżeństwo, które mnie wzięło, nie mówiło po angielsku, a Chilijczycy rozmawiali z nimi i od czasu do czasu tłumaczyli.


Zatrzymaliśmy się w kilku miejscach, by podziwiać widoki.

Po dojechaniu na miejsce, poszłam do hostelu. Okazało się, że kolega, którego poznałam w El Calafate, właśnie skończył trek i czeka na swój autobus. Razem leniwie spędziliśmy popołudnie, by na kolację zjeść tutejszy przysmak: trucha, czyli naszego pstrąga 😀

Kolejny dzień obudził mnie stukaniem kropli deszczu i wiatrem, więc przesunęłam moje wyjście w góry na następny dzień. Niestety w nocy czułam się bardzo źle i rano byłam nie do życia. Chyba zatrucie pokarmowe. Cały dzień spędziłam w łóżku. Właściciel hostelu zapukał do pokoju i mimo że nie mówiliśmy w tych samych językach, przyniósł mi węgiel aktywny. Zwlekłam się z łóżka i poszłam do kuchni wypić to. Ożyłam dopiero wieczorem.

Dalej było już tylko lepiej i tak zdobyłam Cerro Torre.

A dzień później Laguna de los Tres.

Ostatni dzień w El Calafate spędziłam, czytając i spacerując po miasteczku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *