Patagonia: Torres del Paine i Puerto Natales

O 7.00 złapałam autobus do Torres del Paine. Zatrzymaliśmy się przy budce strażników, gdzie trzeba było wykupić bilet wstępu do parku. Jak się okazało, nikt tego później nie sprawdza, więc są osoby, które nie kupują biletu… Po drodze widziałam lamy!

Po ok. 1h oczekiwania na katamaran wskoczyłam na pokład i mogłam podziwiać wspaniałe widoki. Oh, czekałam na ten moment, kiedy będę mogła chodzić z plecakiem po górach. Spójrzcie, co zobaczyłam po drodze.


Według mapy miałam dojść po 3,5 godziny do mojego kempingu (Grey) i tak też się stało. Rozbiłam namiot (z pomocą pewnego młodzieńca). A potem razem z amerykańską parą, którą poznałam po drodze, poszliśmy w górę, by z bliska zobaczyć lodowiec.

To była chyba najbardziej ekstremalna noc jaką przeżyłam… Było dość zimno (ok. 0 C), padało i wiało. Obudziłam się z powodu chłodu ok. 23:00 i próbowałam zasnąć. Nagle zrobiło się tak ciemno, że nie byłam w stanie nic zobaczyć – ciemność totalna. Przez chwilę przestraszyłam się, że straciłam wzrok. Znalazłam czołówkę i okazało się, na szczęście, że to tylko ciemność 😉 Zasnęłam. Obudziłam się około 9, myśląc, że jest 5 lub 6 rano. Byłam bardzo zmęczona i chciałam spać dłużej. Myślę, że przeżycia z ostatniej nocy i jetlag skumulowały się właśnie w taki sposób.

Zastanawiałam się, czy przeżyję kolejną noc pod namiotem, skoro na zewnątrz jest tak zimno… Tego dnia postanowiłam nie przemęczać się i zeszłam tylko do następnego kempingu (3,5 h). Usiadłam w przestrzeni kuchennej, wypiłam herbatę i czytałam. Wieczorem zostałam we wszystkich moich ubraniach, założyłam kolejne skarpetki, zapięłam dobrze śpiwór i zasnęłam. Obudziłam się kilka razy, ale było lepiej niż poprzedniej nocy.

Kolejnego dnia zostawiałam namiot na polu namiotowym i “na lekko”  przespacerowałam się (5 h) do kolejnego kempingu. A takie miałam widoczki 🙂

Po powrocie zwinęłam namiot i wróciłam do Puerto Natales.

Bilet do parku narodowego jest ważny przez 3 dni, więc kolejnego dnia chciałam koniecznie wrócić, żeby zobaczyć wschodnią część parku i tym samym szczyty Torres del Paine.

Gdy rozpoczęłam wędrówkę, spotkałam Isabelle. Miałyśmy te same plany na ten dzień i spędziłyśmy go razem. Isabelle pochodzi ze Szwajcarii, ale przeprowadziła się do Limy kilkanaście miesięcy temu, by tam uczyć dzieci matematyki i niemieckiego. Podczas urlopów odkrywa Amerykę Południową i tak właśnie trafiła do Patagonii.

Trek był przyjemny, choć wymagający, zwłaszcza ostatnie 40 min. Było bardzo stromo, ale kiedy dochodzisz do punktu widokowego, to, co widzisz, wynagradza wszelkie trudy. Z resztą sami spójrzcie!

Kolejny dzień był dniem leniuszka i ogarniania siebie (długie spanie, pranie, gotowanie). Był też czas na spacer po Puerto Natales, które jest turystyczną miejscowością żyjącą tylko w sezonie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *