Patagonia: Puerto Natales

Spośród osób, do których napisałam na CouchSurfingu, odezwała się do mnie Denise. Miałyśmy podobny problem: nie mogłyśmy znaleźć autobusu z El Calafate do Puerto Natales na 4 stycznia. Okazało się, że wszystkie bilety (na sieci) są wykupione. Denise była w El Calafate dzień przede mną i powiedziała, że z samego rana pójdzie na dworzec autobusowy, żeby dowiedzieć się czegoś u innych przewoźników. Jeszcze przed wylotem z Buenos dostałam informację, że mamy te bilety! Juhu! Ależ się ucieszyłam. W innym wypadku straciłabym rezerwację w Torres del Paine.

Po kilku godzinach od wylądowania siedziałam już w autobusie do Chile. Przekraczanie granic wygląda tu zupełnie inaczej niż w Unii Europejskiej: jeszcze po stronie argentyńskiej wysiedliśmy z autobusu, by dostać pieczątkę, że opuszczamy Argentynę. Po stronie chilijskiej więcej się działo: wzięliśmy swoje wszystkie rzeczy i musieliśmy zdeklarować, czy nie przewozimy  świeżego jedzenia (owoców, mięs itp.), co jest zabronione. Nasze bagaże zostały prześwietlone i sprawdzone, czy oby na pewno nie próbujemy niczego przemycić 😉 Później stempel w paszporcie i już! Witamy w Chile.

Do Puerto Natales dojechałyśmy koło 22. Kupiłam bilety na kolejny dzień do Torres del Paine i pomknęłyśmy do sklepu. Ależ byłam głodna. Niestety nie miałyśmy tutejszej waluty, a nie można było płacić kartą. Wróciłam więc na dworzec, gdzie był bankomat, by wypłacić pieniądze. Niestety okazało się, po wykorzystaniu wszystkich opcji, że nie mogę wypłacić pieniędzy. Kantor, który był obok, nie miał już gotówki na wymianę pieniędzy… Wróciłyśmy smutne (i jeszcze bardziej głodne) do sklepu. Dziewczyny mówiły po hiszpańsku, więc zapytały się pana sprzedawcy, czy może w takim razie przyjmie nasze argentyńskie pesos i zgodził się! 🙂

Szczęśliwe wróciłyśmy do hostelu, zjadłyśmy i w kimono.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *